Tradycyjnie podsumowanie zaczynamy od liczb. Cała wycieczka to przejechane w sumie 3200km autem i 140km na nartach (i snowboardzie ;). Odwiedziliśmy tym razem 4 ośrodki narciarskie: St. Jakob im Defereggental, Lienz Zettersfeld, Kals/Matrei i Sillian.

Do Prägraten dojechaliśmy po 14.5h (start o 4 rano, przyjazd 18.30). O 4 rano pod domem prószył śnieg, który już koło Lęborka zmienił się w lekki deszczyk. Im dalej na zachód tym droga coraz bardziej sucha i wszechobecny brak śniegu. Koło Monachium komputer pokładowy w naszej rakiecie wskazał 8 stopni na plusie.

Do Austrii wjechaliśmy jeszcze przed zachodem słońca i najgorszy odcinek (tak nam się wydawało) przed tunelem Felbertauern pokonaliśmy za dnia. Po wyjeździe z tunelu aura diametralnie się zmieniła, lekki deszczyk i tony śniegu dookoła. Kurs na znane z zeszłego roku Matrei, potem 15 km już do samego Prägraten, w którym błądziliśmy tylko przez 5 minut :). Na miejscu pół metra śniegu na każdym domu.

Na pierwszy ogień poszedł ośrodek St. Jakob im Defereggental.

Od rana prószył śnieg, po drodze do oddalonego o 40km St. Jakob, przeplatany mgłą. Dojeżdżając do ośrodku ujrzeliśmy światełko w pogodowym tunelu. Zaczęło się przejaśniać. Znaleźliśmy parking tuż przy wejściu do kolejki gondolowej. Z gondoli przesiadliśmy się do 3os. kanapy i pojechaliśmy na samą górę (2453m). Trasy zróżnicowane, fajne niebieskie i wcale nie tak trudne czerwone. Przejechane 17km.

Drugi dzień na Tyrolu Wschodnim to wycieczka do ośrodka Sillian, godzinę drogi od Pragraten. Wybraliśmy Sillian ze względu na najlepszą prognozę i najbardziej przejrzyste widoki z kamer internetowych.

Obok Lienz to chyba najfajnieszy ośrodek w tym regionie. Małą ilość tras niebieskich rekompensuja świetne szerokie trasy czerwone. Wiele konfiguracji zjazdów do 6 os. podgrzewanej kanapy nie pozwalało się nudzić. Ela na desce. Gregor off the piste po głębokim śniegu. Przyjemnie ;).

Kolejny dzień z uwagi na prognozę to wycieczka do Lienz Zettersfeld. Ośrodek nam znany, już czwarty raz go odwiedziliśmy (3x w zeszłym roku). Co tu pisać, pogoda alpejska, od rana słońce i lekki mrozik. Dołożyliśmy dzisiaj 25km (razem mamy już 63km, słabo ;). Konsumpcja jak zwykle w Mecki?s, knajpie na stoku z panoramicznym widokiem na włoskie Dolomity.

Po powrocie z Lienz, Maja z Gregorem udała się na ciężką lekcję upadania na dupę, czyli na snowboardowe rekolekcje na lokalnym stoku w Pragraten.

Czwartego dnia ponownie ponownie St. Jakob. Ty razem bez mgły, w idealnych słonecznych warunkach. Przejechane kolejne 25km. Od rana mróz, na dole w St. Jakob -9, czyste niebo. Zjechaliśmy dziś razy z samej góry do parkingu. Za drugim razem konsumpacja. Koło 14-stej Maks wziął się za deskę na wyciągu orczykowym na dole ośrodka.

Piąty dzień to Kals/Matrei. Cały ośrodek to 110km tras. Przejechaliśmy, uwaga? 41km. Rano przy dolnej stacji w Matrei było -9 stopni. Na górze pewnie mniej, ale przez cały dzień świeciło słońce, więc nie odczuliśmy w ogóle mrozu. W ramach konsumpcji tradycyjnie germknödel i kaiserschmarrn. Około 14.30 zjechaliśmy na dół (0 stopni) i pojechaliśmy na lokalny stok pod domem, żeby Majka poćwiczyła snowboard.

Ostatni dzień na Tyrolu Wschodni, to pomimo dość słabej prognozy, wycieczka do oddalonego o 40km ośrodka Lienz Zettersfeld. Dołożyliśmy skromne 6km na nartach i pojechaliśmy na basen w Matrei w hotelu Goldried. Potem do domu na zapiekanki i przyrządzoną przez Elę currywurst. Pakowanie i kolejnego dnia o 6 wystartowaliśmy do Gdyni.

Chcecie film za całej wycieczki? To prosimy komentarz na dole :P