Piątek

W deszczowy poranek o godz. 5, przy 10 stopniach na plusie, wyruszyliśmy w poszukiwaniu śniegu na drugi koniec Polski. Do przejechania 670 km, GPS obwieścił, że na miejscu będziemy 13:40. Po drodze 8-12 stopni, deszcz przeplatany małymi przejaśnieniami, zero oznak zimy.

Do Białki Tatrzańskiej dotarliśmy tuż przed 14-stą, szybki checkin w Zajeździe Białczańskim i polecieliśmy śmigać na Kotelnicę, gdzie właśnie wyszło słońce i które zostało z nami do końca dnia. Pojeździliśmy 4h (bez kolejek, mało ludzi na stokach, miękki śnieg), potem jedzonko w naszym ulubionym Litworowym Stawie (jagnięcina, moskole) i pognaliśmy do Bani na wieczorną sesję w wodach termalnych (38 stopni).

Sobota

W sobotę śniadanko i bite 7 godzin na stoku, z postojem na grzane co nieco na górze Kotelnicy. Trochę więcej ludzi na stokach ale ciągle bez kolejek do wyciągów. Kolacja w Litworowym Stawie (do którego musieliśmy raptem przejść przez ulicę), grzaniec w karczmie Zajazdu Białczańskiego i padaka, nogi nam odpadły a my wraz z nimi.

Niedziela

Noc i cały niedzielny poranek to, zgodnie z prognozą Meteo.pl, spore opady śniegu. Dwie godzinki w mięciutkim dziesięciocentymetrowym puchu, by o 11:40 wyruszyć z powrotem na połnoc. Przez większość trasy sucho i czarna droga.

O 20:15 dojechaliśmy do domu, gdzie ciagle jesien :/.

PS Już pora raz trzeci w tym roku Białka Tatrzańska nas nie zawiodła. Zawiodła natomiast prognoza, która przewidywała padający deszcz przez cały piątek (stąd mieliśmy w alternatywie zaplanowane termy) – „niestety” było słonecznie :P. Sekretna Misja zakończona pełnym sukcesem. Szach mat!