Po raz kolejny jakaś moc skierowała nas na Tyrol Wschodni, tym razem do centrum miejscowości Lienz. Poprzednie dwa razy byliśmy w miejscowościach Virgen oraz Pragraten. Region oferuje ok. 275 km tras, wliczając w to zarówno rodzinne ośrodki (Lienz Zettersfeld, Sillian) jak również dostępne na jednym karnecie Ski-Hit lodowce Molltaler oraz Ankogel (oba de facto już nie na Tyrolu Wschodnim a w Karyntii).

Wycieczkę do Lienz rozpoczęliśmy już w piątek po pracy. Kierunek Warszawa, gdzie czekała na nas sprawdzona w bojach ekipa z poprzedniej zimowej (jak i letniej) eskapady czyli Monika, Piotr, Leoś i Igor. Stolica osiągnięta w 4h, krótki wieczorek „zapoznawczy” i do łóżek.

Wyjazd z Warszawy do Lienz o 5:30, do przejechania tylko 1070 km, więc bułka z masłem :). Kierunek Czechy, potem Austria. Z uwagi na korzystne ceny paliwa, tankowanie w Polsce przed granicą czeską, kolejne już w Austrii. Spalanie na poziomie 7.5l / 100km, więc całkiem przyzwoicie.

Do apartamentów Gaimberg dotarliśmy przed zmrokiem (pierwszy raz w historii naszych zimowych wycieczek), dzięki czemu mogliśmy podziwiać imponujący widok z balkonu na migoczące w dolinie miasto Lienz i dumnie wznoszące się tuż zanim ośnieżone szczyty gór.

10392351_838647002929655_6254956062265169812_n

Pension Gaimberg… nie jestem pewien czy chcemy aż tak bardzo zachwalać to miejsce w obawie, że pojawi się tam w przyszłości problem z wolnymi terminami ;). Już w tej chwili ten obiekt ma średnią 9.5 na Bookingu i wierzcie nam, że nie bez powodu. Obiekt prowadzi rodzina z Anglii, świetni ludzie, mega przyjaźnie nastawieni do gości, służący pomocą na każdym etapie naszego pobytu. Na miejscu możliwość zamówienia świeżego pieczywa (co ranek płócienna torba z bułeczkami wisiała na klamce naszego pokoju). Apartament – duży, 50m2, pokój z aneksem kuchennym i obłędnym widokiem na miasto/góry, sypialnia, łazienka i duży przedpokój. Ogólnie rzecz biorąc „words can’t express” :) – najlepsza tyrolska miejscówka w jakiej gościliśmy.

Pierwszy dzień (niedziela) to atak na Lienz Zettersfeld, czyli tuż za miedzą, 2 min drogi. Śnieg miękki, trasy znane i przyjazne. Przejechane 27 km. Tradcyjnie catering zapewniony przez knajpę Mecki’s.

Kolejny dzień to wyprawa do Sillian (30 min drogi). Cały dzień słonecznie, lekkie próby jazdy poza trasami. Przejechane 31 km. Wydawało się, że idziemy na rekord ;). W ośrodku w knajpie spotkany słynny Rezi z Youtube’a ;).

Na 16 lutego prognoza była nieciekawa, wszędzie pochmurnie. Od rana śledziliśmy kamerki w czterech ośrodkach i skończyło się na wycieczce na lodowiec Molltaler (1h drogi). Mgła, śnieżyca, ale mnóstwo białego puchu (ponad 2 metry). To tutaj kilka lat temu Majka zgubiła się we mgle, tym razem odczarowaliśmy to miejsce i można z powodzeniem stwierdzić, że to nasz ulubiony lodowiec ;).

12697299_1137711286261594_4080357118841362850_o

Pobudka w środę 17 lutego i ogromne zdziwienie, które przerodziło się w ogromnego banana na twarzy. Spadło ponad pół metra śniegu, wg prognozy dzień pochmurny z możliwymi kolejnymi opadami. Stanęło na tym, żeby specjalnie nie oddalać się od domu, zatem ponownie Lienz Zettersfeld. Zrodziło się tylko pytanie jak zjechać po białej drodze do ośrodka. Właściciele stanowczo poradzili założenie łańcuchów na koła. Trzydzieści minut wygibasów pod autem aby po kolejnych paru minutach wsiadać do gondoli w Lienz. Dołożone 16 km. Kiedy tylko mogliśmy to śmigaliśmy poza trasami ciesząc się jak dzieci z gleb w głębokim śniegu.

12735946_1138325186200204_647171541_n

Czwartek (18.02) to kolejny dzień w pełnym słońcu. Nie było więc innej możliwości niż kolejna wycieczka do ośrodka Sillian, gdzie ponownie przejechaliśmy 31 km. To był najlepszy dzień tegorocznej wycieczki. Pełne słońce, mnóstwo puchu poza trasami, miód, cud, malina.

12744405_1139149426117780_7359736840481354981_n

12715418_839632476164441_8795944709279837948_n

Piątek to dzień-hybryda, zaliczyliśmy dwa ośrodki w St. Jakob i Lienz. Bardzo chcieliśmy potwierdzić nasze pozytywne odczucia związane z ośrodkiem w St. Jakob, ale nie wyszło. Zmrożony śnieg, kłopoty z widocznością, zjechaliśmy do parkingu (bardzo fajna trasa z samej góry) i czym prędzej pognaliśmy na ostatnie szusy do Lienz. Wieczorem odkręcanie wiązań od desk (eh ta optymalizacja miejsca) i wstępne pakowanie, aby przed 6 rano w sobotę wyruszyć w drogę powrotną (via Warszawa ponownie).

I na koniec krótkie info dotyczące cen na stokach:

Germknodel – 5,10 eur
Gulaschsuppe – 5,10 eur
Piwo Radler 0.5l – 3,5 eur
Naleśniki (2 szt.) – 5,10 eur
Wiener schnitzel (z frytkami) – 11 eur
Kaiserschmarrn (z powodzeniem porcja dla 2 osób) – 11 eur

Ceny w sklepach (Lidl, Spar, Hoffer, Billa) zbliżone do cen w polskich sklepach.

Jak zwykle dziękujemy uczestnikom za doborowe towarzystwo i czekamy na kolejne wyjazdy :). Będzie film i może więcej fotek jak się ogarniemy z porządkowaniem multimediów :).