Po 4 latach z rzędu na Tyrolu Wschodnim postanowiliśmy zmienić kierunek naszych zimowych eskapad. Tym razem padło na Tyrol Południowy, a konkretnie przełęcz Reschen.

W ramach jednego skipassu dostępnych jest tu 211 km tras w 6 ośrodkach narciarskich, położonych w Austrii oraz we Włoszech.

Wybraliśmy cztery z nich:

  • Nauders (75 km tras, wysokość 1394-2850 m.) – dwa dni,
  • Schöneben (45 km, 1500-2350) – tutaj aż 3 dni,
  • Sulden (43 km, 1920-3250) i Haideralm (20 km, 1473-2500) w drodze powrotnej z Sulden.

Dla rodzin z dziećmi ośrodki oferują rodzinne skipassy, które w porównaniu do Tyrolu Wschodniego są sporo tańsze – 574 eur vs 711 eur za rodzinę 2+2. Promo obowiązuje dla dzieci urodzonych w latach 2003 – 2011. Co jeszcze odróżnia ten region od Tyrolu Wschodniego to, fakt że poszczególne ośrodki (poza Sulden) są od siebie oddalone o nie więcej niż 6-15 km.

Logistyka

Z uwagi na sporą odległość do pokonania, zdecydowaliśmy się na podróż na dwa razy z noclegiem w Słubicach. Cała trasa to blisko 1400 km w jedną stronę.

TIP: Przejazd przez centrum Monachium a następnie przez Garmisch-Partenkirchen był o wiele lepszym rozwiązaniem niż jazda w kierunku Rosenheim/Kufstein (blisko godzinna strata przez korki).

Po zjechaniu z Ga-Pa wskoczyliśmy na chwilę na autostradę A12, by za chwilę trafić na drogę B180, która jeszcze tydzień wcześniej była zamknięta z powodu zagrożenia lawinowego.

Na miejscu zameldowaliśmy się za dnia około 17:15.

Nocleg

Zamieszkaliśmy w apartamencie Larchenhof – 41m2 z południowym widokiem na przysypane śniegiem jezioro Muta, 600 m od głównej drogi. W apartamencie salon z aneksem kuchennym (w pełni wyposażona kuchnia: płyta elektryczna, kuchenka mikrofalowa, zmywarka i wszelkiego rodzaju przybory kuchenne), sypialnia oraz bardzo dobrze wykończona łazienka. Do naszej dyspozycji był też cały podjazd gdzie spokojnie mogły parkować trzy auta. W dolnej części domu narciarnia z suszarką do butów narciarskich/snowboardowych. Apartament posiadał wydajne, ciepłe ogrzewanie podłogowe, ale… rodziło to problem z suszeniem rękawic, które często mieliśmy mega mokre.

TIP: gotujemy wodę w garnkach, odstawiamy na pare minut i kładziemy mokre rzeczy na pokrywki :). Schnie jak na kaloryferze :).

Droga dojazdowa bez stromych podjazdów zatem obyło się bez zakładania łańcuchów na koła. Właściciele to mieszana włosko-austriacka rodzina, prowadząca również gospodarstwo agroturystyczne. Posługiwali się głównie językiem niemieckim, ale po angielsku dało się w miarę sprawnie porozumieć.

Prognoza

Przed naszym wyjazdem w Alpach był armagedon śnieżny, wspomniana wcześniej zamknięta droga B180 i lawinowa piątka w większości kurortów narciarskich. O ile o ilość śniegu nie musieliśmy się martwić to o bezpieczny dojazd na miejsce już tak. Obyło się jednak bez problemów, przejechaliśmy cała trasą po suchej drodze z mniejszymi lub większymi przejaśnieniami na trasie. Potem było już tylko lepiej z jednym minusem, który okazał się ostatecznie plusem ;). Cztery dni słońca, następnie jeden dzień opadów, gdzie na nasze szczęście widoczność była przyzwoita i na koniec dzień idealny, słońce i świeży śnieg na stokach i poza trasami.

Dzień 1 – Sulden i Haideralm

Czuliśmy, że to będzie nasza pierwsza i ostatnia wycieczka do tego najdalej położonego od nas ośrodka, zatem poszedł na pierwszy ogień. Dojazd malowniczy, z przejazdem wąską bramą przez jedno z włoskich miasteczek po drodze. Przy opadach śniegu nie odważylibyśmy się tam jechać :). Sam ośrodek bez szału, kolej linowa jak na Kasprowy, duża gondola. Trasy zróżnicowane, ale z ciężkim zjazdem do samego dołu, na który się nie zdecydowaliśmy. Dla dzieci był to najwyższy zdobyty szczyt – 3250 m. Pojeździliśmy tam do 13:30 i odwrót do domu (około 50 min.). W St. Valentin wylądowaliśmy koło 15:00, więc mieliśmy możliwość zajrzeć jeszcze do ośrodka Haideralm. Tutaj okazało się, że śniegu w naszej okolicy jest przynajmniej dwa razy więcej niż w Sulden, sporo poza trasą. Dwa wjazdy gondolą i zjazdy do samego dołu zakończyły pierwszy dzień naszych śnieżnych zmagań.

 

Dzień 2 i 3 – Nauders

Nauders to największy z ośrodków w naszej okolicy, dostępny na wspólnym skipassie – 75km tras, w większości łatwych, zdecydowanie więcej narciarzy niż w Sulden oraz Haideralm. Sporo miejsc do jazdy poza trasą, ale śnieg rano zmrożony na wierzchu po tym jak w ciągu dnia topniał i zamarzał w nocy. W okolicy południa robiła się przyjemna kaszka i mogliśmy pośmigać poza trasami. Poniedziałek w Nauders był chyba najcieplejszym dniem z całego wyjazdu, Maks jeździł w rozpiętej kurtce :). We wtorek powtórka, z tą różnicą że zaczęliśmy od dość stromego nasłonecznionego zbocza, które niestety rano okazało się dość zmrożone :),  zarządziliśmy więc odwrót na centralną część ośrodka. Pojeździliśmy do samego końca dnia, a potem na zakupy do miasta.

Dzień 4,5,6 – Schöneben

Odkrycie sezonu. Ośrodek stosunkowo niewielki – 43 km tras, ale jakich! Szeroko, mnóstwo miejsc do bezpiecznej jazdy poza trasami, które w większości kończyły się do zjazdem do stoku, genialny zjazd szerokimi trasami na sam dół ośrodka. Już tego dnia wiedzieliśmy, że tu wrócimy, nawet podczas opadów śniegu, ponieważ wszystkie wyciągi (3), poza oldschool’ową dwójką wyposażone były w osłony (bubble) tak więc śnieg i wiatr nie był nam straszny. W ośrodku świetny snowpark i położony obok tzw. funslope dla dzieci i nie tylko.

Przy górnej stacji gondoli doskonała restauracja serwująca tradycyjne tyrolskie oraz lokalne specjały, a każdego dnia oferująca ekstra 2-3 dania spoza karty. To tu zjedliśmy świetną zupę rybną, spaghetti czy tortellini.

Przykładowe ceny na stoku:

  • Germknödel – 6.5 EUR
  • Spaghetti (porcja gigant) – 9 EUR
  • Fischsuppe – 8 EUR
  • Kaiserschmarrn – 11 EUR
  • Currywurst – 9 EUR
  • Piwo Radler – 4.5 EUR
  • Cola/Sprite/Fanta – 2.7 EUR

W sklepach (mPreis, despar) ceny podobne do tych w Polsce.

W tym roku skorzystaliśmy po raz pierwszy z winietki elektronicznej na Austrię, którą można kupić tutaj w cenie 9 EUR.

Tym razem nie podamy ilości przejechanych kilometrów, a to dlatego że ośrodki nie oferowały trackingu online. Poza tym przestaliśmy je tak naprawdę liczyć, stawiając głównie na zabawę na stoku. Tradycyjnie będzie film podsumowujący wycieczkę na Tyrol Południowy. Stay tuned!

Na koniec jeszcze parę losowych fotek:


Dodaj komentarz